W tym wpisie odtwarzam artykuł sprzed ponad 10 lat, jakie techniki zastosowałam i jakie były tego efekty na początku mojej pracy z własnym umysłem.
Na początku korzystałam z gotowych medytacji i sesji relaksacyjnych w postaci płyt i kaset. Zawsze prowadził mnie czyjś głos. Dość łatwo poddawałam się wszechogarniającemu rozluźnieniu, wchodziłam w stan alfa, wizualizowałam zgodnie z tym, jak prowadził mnie głos. I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa: robiłam to kiedy chciałam i dla przyjemności. Nadszedł jednak czas, aby to zrobić samodzielnie i po swojemu. I tu zaczęły się schody…
Techniki samokontroli umysłu – co to takiego?
Od jakiegoś czasu w mojej głowie istnieje pewne porównanie. Otóż moja podświadomość jest jak piwnica: wielka, przepastna, głęboka, ciemna ma się rozumieć. Prowadzą do niej schody. Jest też winda. Kiedy mi się spieszy, wsiadam do windy. Kiedy mi się nie spieszy, idę schodami. Oczywiście trzeba mieć ze sobą latarkę albo świecę, żeby coś zobaczyć, znaleźć i nie zrobić sobie krzywdy, bo wkoło pełno jest walających się przedmiotów, o które można się potknąć. Kiedy tam jestem, zobaczę coś (tzn. oświetlę), to się zastanawiam skąd ten rupieć się tu wziął (ja go tu nie przytargałam!) i czy na pewno jest mi potrzebny. Jeśli tylko mi przeszkadza, zagradza dostęp do pięknego obrazu z motylami, który chciałabym powiesić nad łóżkiem, a na dodatek ciągle się o niego potykam, to czemu go nie wyrzucić? Tak, jasne. Spróbuj wyrzucić wielką, średniowieczną skrzynię, ważącą pół tony przez okienko wielkości segregatora A4, zwłaszcza gdy sama ważysz tyle, co ten segregator.
Oczywiście wymaga to przygotowania, pewnego planu działania… no i może trochę wysiłku. Przy czym, im lepsze przygotowanie, lepiej obmyślony plan, tym mniejszy wysiłek.
Naturalnie, rupiecie to moje negatywne przekonania, czasem zostawione tam przez innych ludzi, np. przez moich rodziców. Na ogół są wielkie, ciężkie i na pierwszy rzut oka nic się z nimi nie da zrobić. Ale, jak napisałam wyżej, trzeba ułożyć dobry plan, żeby się ich pozbyć. Tylko że, zanim ułoży się plan, trzeba dobrze obejrzeć przekonania, poznać je. Trzeba dobrze oświetlić starą skrzynię. Może okaże się tak przeżarta przez korniki i spróchniała, że wystarczy ją delikatnie dotknąć, a sama rozsypie się w proch. No proszę, jak łatwo wyrzucić kupkę prochu przez to małe piwniczne okienko. Ile miejsca się zrobiło w piwnicy! No i obraz z motylami może teraz zaistnieć na ścianie w pokoju.
Techniki samokontroli umysłu, które poznałam, są jak latarka w piwnicy. Pozwalają dobrze obejrzeć i poznać przedmiot (przekonanie/problem), aby potem można było zrobić dobry plan działania. Najpierw trzeba się dowiedzieć, co to jest, skąd pochodzi, kto to tu przyniósł, czy jest duże, czy ciężkie, z czego jest zrobione? Co jest w środku? Może jednak mi się przyda? Im więcej wiem o starej skrzyni, tym lepszy zrobię plan pozbycia się jej.
Przetestowałam, po kolei, następujące techniki:
- Szklanka wody,
- Zwierciadło umysłu,
- Programowanie snów,
- Gabinet doradców.
Każda z tych technik, zaczerpnięta z metod pracy z umysłem Jose Silvy, towarzyszyła mi przez tydzień wieczorami.
Każda z nich zakłada obniżenie częstotliwości fal mózgowych do poziomu alfa, a następnie twórcze wykorzystanie tego stanu w celu odkrycia jakiegoś przekonania, uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytanie, znalezienie rozwiązania jakiegoś zadania.
Naukowcy wyróżnili, na podstawie badań częstotliwości fal mózgowych za pomocą elektroencefalografu EEG, cztery oddzielne stany świadomości umysłu1:
β BETA – częstotliwość fal mózgowych od 14 do około 21 Hz. Ten zakres częstotliwości charakteryzuje zwykły, codzienny, całkowity stan przytomności umysłu. Człowiek jest wtedy skupiony na świadomości zewnętrznej2, odbiera bodźce z otoczenia za pomocą swoich pięciu zmysłów: wzroku, słuchu, smaku, dotyku i węchu.
α ALFA – częstotliwość fal mózgowych od 7 do 14 Hz. Gdy fale mózgowe obniżą się do poziomu nieznacznie niższego od 10 do 14 Hz, większość ludzi zapada w sen. Stan świadomości wewnętrznej3. Charakteryzuje go spokój, relaks, inspiracja, twórczość, przyspieszone gojenie ran, koncentracja, lepsze przyswajanie materiału, pamięć, percepcja pozazmysłową. Towarzyszy medytacji i lekkiemu snu. W tym stanie znajdujemy się zawsze na krótko przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu, a także czasem w chwilach głębokiego zamyślenia lub skupienia. Mamy wtedy pełny dostęp do obydwu półkul mózgowych, co znaczenie wspomaga wizualizację i wyobraźnię.
Θ TETA – częstotliwość fal mózgowych od 4 do 7 Hz. Towarzyszy nam zwykle przez większą część snu. Świadomość może wtedy funkcjonować tylko w jednym wymiarze, który charakteryzuje głębsze poziomy medytacji i koncentracji. Będąc świadomym, przy tej częstotliwości fal mózgowych, mamy możliwość kontroli fizycznego bólu, a w niektórych przypadkach nawet krwawienia.
Δ DELTA – częstotliwość fal mózgowych od około 0,5 do 4 Hz. Stan nieświadomości, który towarzyszy m.in. głębokiemu snu.
Wyciszenie i rozluźnienie ciała
Aby zejść do piwnicy, trzeba zaopatrzyć się w latarkę, która oczywiście działa. Trzeba więc sprawdzić baterie, a jeśli nie działają, wymienić. Ta czynność wymaga pewnego skupienia. Gdzie leży latarka? Gdzie są baterie? Jak to się otwiera, żeby je włożyć? Trudno jest wymieniać baterie w latarce, jednocześnie kłócić się z sąsiadką, wyjmować pranie z pralki i robić listę zakupów na jutro. Potrzeba chwili ciszy i skupienia.
Każdą wieczorną sesję rozpoczynałam od wyciszenia i ogólnego rozluźnienia. Robiłam to w następujący sposób:
- znajduję sobie wygodną pozycję, najczęściej siedzę z wyprostowanym kręgosłupem,
- odliczam od 10 do 1,
- wyobrażam sobie (i mówiłąm w myślach), jak rozluźniają się różne części mojego ciała, zaczynając od czubka głowy a kończąc na palcach stóp,
- dla lepszego efektu wykorzystuję słowa: „rozluźnia się”, „odpręża”, „mrowienie”, „ciepło”,
- kiedy doliczam do 1 moje ciało jest całkowicie rozluźnione, odczuwam lekkie mrowienie i pulsujące ciepło w każdym najmniejszym nawet palcu,
- pozostaję tak przez chwilę.
Moje spostrzeżenia
Po 3 dniach prób, z dumą stwierdziłam, że robię to doskonale.
Wejście w stan alfa
Idę do piwnicy, biorę latarkę, klucz…. No tak. Potrzebuję jeszcze klucza, żeby otworzyć drzwi. Moim kluczem są 3 złączone palce.
Wykorzystuję metodę 3 palców, aby wprowadzić się w stan alfa:
- rozluźniam ciało (jak wyżej),
- mówię sobie: „Kiedy odliczę od 3 do 1, złączę 3 palce (kciuk, palec wskazujący oraz palec środkowy) i będę w stanie alfa”,
- wyobrażam sobie cyfrę 3, która się ode mnie oddala; powtarzam 3 – 3 – 3,
- wyobrażam sobie cyfrę 2, która się ode mnie oddala; powtarzam 2 – 2 – 2,
- wyobrażam sobie cyfrę 1, która się ode mnie oddala; powtarzam 1 – 1 – 1,
- łączę palce,
- jestem w stanie alfa.
Dla pogłębienia tego stanu;
- wyobrażam sobie, że stoję przed windą,
- otwierają się drzwi, wchodzę – jestem na 10 piętrze,
- naciskam parter,
- widzę jak zmieniają się piętra – od 10 do 1,
- kiedy zobaczę 0, otwierają się drzwi, wychodzę z windy.
Teraz w zależności od tego, co zamierzam robić dalej, znajduję się albo w ciemnej sali kinowej albo na cudownie kolorowej i pachnącej łące.
Moje spostrzeżenia
Pierwszy tydzień – kompletna klapa!
Mój umysł wpada w panikę. Czegoś się potwornie boi. Pojawiają się różne formy oporu. Pomimo późnej pory (23.00 – 24.00) moi sąsiedzi, dotychczas spokojni, jakby się umówili, jedni zaczynają się kłócić, inni zbyt głośno uprawiają seks, jeszcze inni przestawiają meble, włączają odkurzacz. W mojej kuchni nagle spada jakaś pokrywka z suszarki, dostaję SMS-y z gatunku: „wyślij pusty SMS, a wygrasz 10 mln”. Wszystko to powoduje, że wybijam się z rytmu, wpadam w złość, czuję się bezsilna, nawet zaczynam płakać. Zbieram pokrywki z podłogi, wyciszam telefon, próbuję za wszelką cenę się uspokoić, bo … mam poczucie winy, że nie wykonałam zadania.
Po przemyśleniu, doszłam do następujących wniosków:
- moja podświadomość nie lubi robić niczego na komendę (ćwiczenia są teraz moją pracą domową, a nie przyjemnością – jak dotychczas),
- moja podświadomość mi nie ufa – boi się, że TAM (czyli w stanie α, który nie do końca kontroluję) może przydarzyć się coś złego; mam więc kolejny temat do przemyśleń, a może nawet terapii: skąd się bierze lęk przed samodzielnym wprowadzaniem się w stan α?
Tydzień drugi – dołączyłam do standardowej procedury zdania, które wypowiadam w myślach, a które mają za zadanie uspokoić moją podświadomość. Oto ich przykłady:
„Wszystko co robię, jest dobre dla mnie i całego Wszechświata. Zawsze i wszędzie jestem bezpieczna/chroniona. Dziękuję moim Opiekunom/Aniołom, że są tu ze mną. Cokolwiek robię, jestem chroniona.”, jak również:
„Kiedy zakończę moją medytację/ćwiczenie/spotkanie z doradcami, wyprowadzę się ze stanu α tak łatwo, jak w niego weszłam. Zrobię to w taki sposób … (i tu mówię sobie całą procedurę, jak to będzie wyglądać, a opisuję to w dalszej części)”, „Jeśli zasnę w trakcie medytacji, to będzie w porządku”.
Tydzień trzeci – włączyłam do codziennego rytuału dodatkowe ćwiczenie. Codziennie rano zaraz po przebudzeniu „zakładam sobie piramidkę”. Moje wieczorne ćwiczenia przebiegają teraz bez większych zakłóceń.
Tydzień czwarty – wieczorne „seanse” przebiegają bez zakłóceń.
Szklanka wody
Pierwszą techniką, jaką zastosowałam, była „szklanka wody”. Wygląda to tak:
- stawiam sobie przy łóżku szklankę z wodą,
- rozluźniam ciało,
- trzymając szklankę wprowadzam się w stan α,
- przez chwilę myślę o jakimś problemie, opowiadam sobie o nim,
- zadaję pytanie, jak go rozwiązać,
- wypijam połowę wody mówiąc: „To wszystko, co muszę zrobić, aby rozwiązać problem/aby przyszła odpowiedź na moje pytanie”
- zasypiam
- rano wypijam resztę wody powtarzając: „To wszystko, co muszę zrobić, aby…”
Moje spostrzeżenia
Przez tydzień zadawałam te same pytania, dotyczące jednego problemu: „Po co mi dług?”, „Komu jestem coś winna?”. Problem długu pojawił się u mnie, kiedy zaczęłam pracować nad swoimi przekonaniami dotyczącymi pieniędzmi, i kiedy zauważyłam, że spłacone długi finansowe zamieniają się natychmiast w długi wdzięczności i odwrotnie.
Odpowiedzi przyszły, ale nie od razu i nie wprost.
Było kilka snów, w których przewijał się ten sam motyw: wyrzuty sumienia, że zrobiłam coś złego oraz lęk.
Przykładowe sny:
- Mam być na jakimś zjeździe/spotkaniu. Żeby tam dotrzeć, trzeba przejść przez las. Idę z koleżanką. Po drodze trafiamy na jakieś miejsce, jakby pokój wśród drzew – są meble, sprzęty. Koleżanka mówi, że chce tu zostać, coś załatwić i później mnie dogoni. Przybywam na miejsce sama. Są tu moi znajomi z pracy, studiów, szkoły. Niepokoję się, bo moja koleżanka mnie nie dogoniła, a tu zaczyna zapadać zmrok. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że ją zostawiłam, że mogło jej się coś stać. Swoimi obawami dzielę się z kolegą, który organizuje ekipę poszukiwawczą. Budzę się z niepokojem i ściśnięciem żołądka.
- Idę do miejsca, gdzie kiedyś pracowałam. Wchodzę po 18.00, bo mam nadzieję, że nikogo tam już nie spotkam. Nie chcę się z nikim widzieć, poza jednym kolegą. Kiedy wchodzę, pierwszą osobą, którą spotykam od razu w drzwiach jest mój dyrektor z liceum (był moim autorytetem w czasach liceum) i pyta: „A nie podrobiła Pani znowu jakiegoś dokumentu?”. Na twarzy ma szyderczy uśmiech. Nogi się pode mną uginają. „On wie” – pomyślałam. Oburzyłam się na niego: „Jak Pan śmie!?”. Dalej idę piwnicami, aby już nikogo nie widzieć. Docieram cudem do pokoju, w którym pracuje kolega, z którym miałam się zobaczyć. Jest. Ulga. Zaprasza mnie do środka. Usiadłam na wielkiej kanapie. Przypomniałam sobie, po co tu przyszłam: „Żeby zatańczyć’”. Wokół mnie jest jeszcze kilka osób. Ktoś uczy nas jakiegoś kroku tańca i mówi:
„Można na 2 sposoby przepracować swoje grzechy:
- Konfrontując się z nimi (pojawia się woda spadająca z góry, zalewająca nas)
- Lżej – pisząc afirmacje i tańcząc!”
Poprosiłam do pary kogoś, kogo wcześniej (w życiu) nie lubiłam i powiedziałam „Spróbujmy razem”, po czym tańczę na jakiejś skrzyni i jestem tym zachwycona. Ludzie dookoła albo mnie podziwiają albo nienawidzą i krytykują: „Jak ona śmie!? Jak się nie wstydzi!?”
Oprócz snów, pewnego dnia przyszła do mnie pewna wskazówka również w dzień. Kiedy szukałam w internecie informacji o długach, poczuciu winy, wstydu i wszystkiego co mogło mi się przydać w mojej osobistej pracy, znalazłam pewną modlitwę, która mnie zelektryzowała. Dotyczyła ona uwolnienia od długów karmicznych. Była długa, monotonna, więc ją trochę „udoskonaliłam”, tak, aby moja podświadomość ją chętnie czytała. Oto ona:
Modlitwa o uwolnienie od długów karmicznych
Ja Ewa jestem gotowa na to, aby już w tej chwili oczyściły się wszelkie moje intencje, dotyczące zaciągania kredytów, zadłużania się i tworzenia długów karmicznych. Jestem gotowa na oczyszczenie wszelkich intencji, które nakazują mi wewnętrznie zamianę długów karmicznych na materialne.
Wszelkim duszom, które zdecydowały się zagrać dla mnie karmiczną rolę dłużników lub wierzycieli, dziękuję z całego serca i zwracam im całkowitą wolność, zwracając dług karmiczny i materialny w postaci energii duchowej. Dziękuję sobie za lekcję, którą dla siebie przygotowałam i którą kontynuowałam w kolejnych wcieleniach, pogłębiając zadłużenie wobec niektórych dusz, a innym oddając z nawiązką. Jestem gotowa, aby zakończyć te doświadczenia, aby przypłynęły do mnie odpowiednie środki materialne i duchowe na spłatę starych długów.
Jeśli i w tym życiu zadłużyłam się w jakiejkolwiek instytucji lub u osoby, to z góry dziękuję wszystkim duszom, które wzięły w tym udział, za wzięcie udziału we wspólnej lekcji. Daję sygnał do centrum planowania w mojej duszy, aby tak zostały ułożone wszystkie okoliczności, bym mogła w sposób pozytywny zakończyć sprawy długów.
Niech cały Wszechświat mi w tym pomoże, niech pojawią się osoby, które pomogą mi w zrozumieniu tego tematu, niech pojawi się inspiracja, w jaki sposób najlepiej dokonać pozytywnych zmian w życiu i nie kreować sobie więcej takich doświadczeń, niech pojawi się inspiracja i podpowie mi, jak najlepiej, najłatwiej przejawić świadomość bogactwa i dobrobytu i niech to będzie dobre dla mnie i całego Wszechświata.
Jestem na to gotowa, niech się dokona!”
Moja interpretacja
Dzięki szklance wody zrozumiałam, że moje kłopoty finansowe (długi) mogą być wynikiem ogromnego poczucia winy z powodu czegoś złego, co kiedyś (może nawet w innym wcieleniu) zrobiłam (I sen). Moja podświadomość szuka, raczej na oślep, okazji do wynagrodzenia krzywdy. Cały czas chce spłacać dług wobec kogoś. Potrzebuje więc powodu, aby się wykazać. Potrzebuje długu, nieważne w jakiej postaci, czy jest to kredyt w banku, czy zaległy rachunek za gaz, czy dług wdzięczności wobec kogoś, kto pomógł znaleźć pracę, czy rodzice, którzy mnie wychowywali.
Poza tym, mam nie uciekać od problemu, tylko się nim zająć, najlepiej – uczestnicząc w życiu z wszelkimi jego przejawami (II sen). Nie uciekać od banków, promocji, starych przyjaciół, ludzi, nie ograniczać się do siedzenia na kanapie, tylko tańczyć z każdym, kto zechce, a jeszcze lepiej wychodzić z inicjatywą do wspólnego tańca. Być może to będzie ta osoba, której oddam wreszcie to, co kiedyś jej zabrałam, lub będzie to ktoś, kto „podpowie mi, jak najlepiej, najłatwiej przejawić świadomość bogactwa i dobrobytu”- jak w modlitwie.
Zwierciadło umysłu
Tydzień drugi upłynął w męczarniach Kłopoty z wchodzeniem w stan alfa pochłonęły mnie całkowicie. Nie mniej jednak wykonałam zadanie, które wyznaczyłam sobie na te 7 dni. Z mniej spektakularnym wynikiem niż szklanka wody, ale … jednak coś się działo.
Sesja ze zwierciadłem wygląda następująco:
- rozluźniam ciało,
- wprowadzam się w stan α,
- dla pogłębienia stanu α, zjeżdżam windą 10 pięter i znajduję się w sali kinowej,
- wyobrażam sobie ekran w niebieskiej ramie, który jest jak lustro,
- w lustrze widzę swój obecny problem, obraz jest żywy, wielowymiarowy, słyszę dźwięki, czuję zapachy, temperaturę, emocje,
- zmieniam kolor ramy na biały,
- na ekranie pojawia się nowa sytuacja – PO PROBLEMIE, obraz żyje, są kolory, dźwięki, uczucia,
- w następne dni przywołuję już tylko obraz w białej ramie.
Moje spostrzeżenia
Ta technika wymagała ode mnie mnóstwa energii, bardzo mnie męczyła. Miałam problemy z wyobrażeniem sobie czegokolwiek. Seans trwał więc bardzo długo, ponad pół godziny.
Na ekranie kontynuowałam temat mojej kiepskiej sytuacji finansowej. W tym tygodniu miałam wiele snów, w których przewijały się w różnych konfiguracjach moje przekonania wobec pieniędzy: np. znajdowałam w wodzie skorodowaną, moją własną biżuterię, gdzieś pod domem na chodniku uważałam, żeby nie wejść w g…..o itp.
W każdym razie nadal czekam, aż zmaterializuje się sytuacja PO PROBLEMIE.
Programowanie snów
Tydzień trzeci – koniec problemów z wchodzeniem w stan alfa. Moja podświadomość wreszcie mi zaufała. Teraz moje „seanse” trwają ok. 15 minut, po czym spokojnie zasypiam, a rano z zaciekawieniem czytam przy kawie, co też mi moja podświadomość podpowiedziała w nocy.
Jak to robię?
- rozluźniam ciało,
- wprowadzam się w stan α,
- dla pogłębienia stanu α, zjeżdżam windą 10 pięter i znajduję się w ciemnej sali kinowej, gdzie ekran jest zasłonięty i nie będzie żadnego filmu,
- siadam w jednym z foteli, przez chwilę myślę o jakimś problemie, opowiadam sobie o nim,
- mówię sobie: „Dzisiaj w nocy przyśni mi się odpowiedź na moje pytanie dotyczące…/rozwiązanie problemu. Kiedy to nastąpi, obudzę się, zapamiętam i zapiszę sen”
- zasypiam,
- w nocy – budzę się i zapisuję sen.
Moje spostrzeżenia
Oczywiście nadal wałkowałam jeden temat: brak pieniędzy – dlaczego ich nie mam? jaka blokada wewnątrz mnie powoduje, że borykam się z ich brakiem?
Sny miałam, nazwę je, standardowe. Tzn. miałam takich wiele, przez tysiące nocy mojego życia, ale teraz patrzę na nie pod innym kątem, niż dotychczas.
Przykładowe sny:
- Zbieram z podłogi brudne, zadeptane monety, grosiki. Bardzo chciałabym je zachować dla siebie, bo je znalazłam. Tymczasem okazuje się, że należą do mojej koleżanki, która widzi tą scenę. Czuję się jak złodziej. Oddaję jej te pieniądze.
- Jestem piękną kobietą, w pięknym pełnym przepychu pałacu. Wyglądam jak Barbie na dworze króla Ludwika XIV. Jem tort. Smakuję każdy kęs, każdą wisienkę, delektuję się (w życiu nigdy mi tak nic nie smakowało). Rozkoszne chwile burzy jednak niepokój. Boję się, że zobaczy to pewna kobieta, która od czasu do czasu wchodzi do pokoju. Jedzenie tego tortu jest bardzo złe.
Moja interpretacja
Powyższe 2 sny wspaniale obrazują moje przekonania dotyczące pieniędzy, luksusu…: Pieniądze są brudne. Same do mnie nie przychodzą. Nie zasługuję na nie. Jestem komuś coś winna. Lęk przed szczęściem. Bycie szczęśliwym/bogatym jest złe, może nawet nieprzyzwoite….itp.
Gabinet doradców
Ostatni tydzień. Tym razem poznaję swoich Duchowych Opiekunów. Aby nawiązać z nimi kontakt:
- rozluźniam ciało,
- wprowadzam się w stan α,
- dla pogłębienia stanu α, zjeżdżam windą 10 pięter, po czym znajduję się na pięknej łące,
- przez moment przemieszczam się po tej łące, krajobraz się zmienia często na pola pełne dojrzałego zboża, czasem las,
- dochodzę do miejsca, które wygląda jak altanka, a po wejściu do środka zamienia się w mój gabinet, w którym pracuję ze swoimi problemami, zapraszam swoich opiekunów i rozmawiam z nimi.
Moje spostrzeżenia
Dotychczas poznałam 2 swoich doradców.
Jeden jest właściwie moim bodyguard’em. Jego zadaniem jest dbanie o to, abym czuła się bezpieczna, zawsze i wszędzie. Oznajmia mi swoją obecność poprzez położenie dłoni na moim prawym ramieniu. Ten gest mówi: „Jestem z Tobą.” Ma niesamowite imię, takie „indiańskie”: Swan Heart – czyli Łabędzie Serce. I chociaż wygląda jak postawny mężczyzna w nieskazitelnie białych szatach, to kiedy chcę popatrzeć na jego twarz… widzę łabędzia. W każdym razie On jest od przytulania, pocieszania, dodawania otuchy, nadziei, ocierania łez….
Drugim moim doradcą jest… mała dziewczynka o imieniu Agnisia. Jest uroczym, wszędobylskim wiercipiętą, małą mądralą, o cudownym darze – potrafi rysować. Ale to nie są zwykłe rysunki kilkuletniego dziecka. To symbole. Jej prace żyją, zamieniają się w filmy, podobnie jak w bajce o zaczarowanym ołówku. Agnisia, mimo „młodego wieku”, okazuje się być specjalistką od spraw finansowych. Zadaję jej pytania dotyczące pracy, pieniędzy, długów. Oto dwie z prac, które wyszły spod jej małych rączek:
- Jedna moneta – grosik wpada do świnki skarbonki, potem kolejny grosik, kolejny…. Świnka puchnie. W końcu pęka. Po całym gabinecie (tak, tak, to praca artystyczna w trójwymiarze) rozsypują się banknoty. Jeden wpada mi do ręki. Prawdziwy banknot stuzłotowy!
- Samochód a’la lata 60-te, luksusowy, różowy, bez dachu. W samochodzie siedzi kobieta, ubrana jak dama dworu z Wersalu z czasów Ludwika XIV. Ma wielką perukę, mnóstwo pudru i mocno uszminkowane usta, w ręce wachlarz. To JA. Wysiadam z samochodu. Idę po plecach ludzi. Przede mną podają na twarz ludzie, biedni chłopi. Jęczą, bo idąc po nich i wbijając im w ciało ostre obcasy, sprawiam im ból. Siadam na ławce w cieniu, żeby odpocząć. Jakiś człowiek przynosi mi jedzenie. Boi się mnie, kłania w pas. Biorę od niego bułkę, ale jego kopię i biję. Pojawia się jakaś staruszka. Spotyka ją ten sam los. Zostaje przeze mnie sponiewierana, skopana i tak pozostawiona. Agnisia zmienia scenerię. Teraz znajduje się w przepięknym pokoju, buduarze. Jestem tak z jakimś mężczyzną. Uwodzę go. Nagle wpada do pokoju inny mężczyzna – mój mąż. Ma broń. Zabija mojego kochanka. Strzela do mnie. Podchodzi do mnie i mówi: „Będziesz się smażyć w piekle”. Umieram.
Po tej „piekielnej” wizji mojego alter ego z jednego z poprzednich wcieleń, utknęłam w domu na 2 dni z gorączką ponad 390C. Oznaczało to też przerwę w praktykach samokontroli umysłu.
Mój gabinet doradców wciąż się zmienia. Zamierzam zaprosić jeszcze kilka mądrych osób. Na razie oswajam się z moim cudownym Łabędziem i niezwykle utalentowaną Agnisią.
Moja interpretacja
Swan Heart jest odpowiedzią na moją wewnętrzną potrzebę bezpieczeństwa. Łabędzie są dla mnie symbolem piękna, dostojeństwa (wygląd), opiekuńczości i akceptacji (ich dzieci to przecież małe brzydale), siły i wytrwałości (żadna zima im nie straszna). Wiem też, z jaką zaciętością i poświęceniem dorosłe osobniki bronią swoich dzieci, bo sama zostałam kiedyś zaatakowana przez wkurzoną łabędzicę
A Agnisia? – No cóż, powszechnie wiadomo, że dzieci są mądrzejsze od dorosłych, tylko dorośli nie chcą się głośno do tego przyznać. Zawsze lubiłam spędzać czas z małymi dziećmi, bardziej niż z dorosłymi. U dzieci wszystko jest proste i albo czarne albo białe. Agnisia z rozbrajającą szczerością obnaża wszystkie moje wady, a przy okazji pokazuje mi moje programy. Na przykład rysując monety i „spuchniętą” świnkę bez żadnych ceregieli pokazała mi moją rozrzutność i niegospodarność, ale także jak przez zwykłe odkładanie niewielkich sum można pieniądze rozmnożyć.
Drugi rysunek, właściwie film, opowiadający historię bezwzględnej, wykorzystującej innych do własnych celów i przyjemności, kobiety, może być prawdziwą historią sprzed kilkuset lat. Zakładając, że byłam kiedyś takim człowiekiem, to by tłumaczyło moje obecne problemy związane z długami.
Wyjście ze stanu alfa
Oczywiście, często zasypiałam w trakcie lub pod koniec moich seansów. Nauczyłam się akceptować to i nie robiłam z tego tragedii. Jednak ostatnio coraz częściej wykorzystuję poniższą procedurę wychodzenia ze stanu α:
Aby przygotować się do wyjścia:
- wyobrażam sobie, że stoję przed windą,
- otwierają się drzwi, wchodzę – jestem na parterze,
- naciskam 10,
- widzę jak zmieniają się piętra – od 1 do 10,
- kiedy zobaczę 10, otwierają się drzwi, wychodzę z windy,
- mówię sobie: „Kiedy odliczę od 1 do 3, będę w pełni świadoma. Powrócę TU i TERAZ”
- wyobrażam sobie cyfrę 1, która się do mnie przybliża; powtarzam 1 – 1 – 1,
- wyobrażam sobie cyfrę 2, która się do mnie przybliża; powtarzam 2 – 2 – 2,
- wyobrażam sobie cyfrę 3, która się do mnie przybliża; powtarzam 3 – 3 – 3,
- jestem TU i TERAZ.
Moje spostrzeżenia
Nie mam problemu z tą techniką.
Zakończenie
Muszę przyznać, że latarka, którą dostałam jest wyjątkowo dobrym sprzętem. Na początku wydawała się nieco trudna w obsłudze, ale nabrałam już wprawy.
Spośród czterech przetestowanych technik najbardziej przypadły mi do gustu: szklanka wody i gabinet doradców.
Szklanka wody jest chyba najprostszym narzędziem. I przyjemnym. Czyż może być coś przyjemniejszego od kilku łyków chłodnej wody przed snem, w przesuszonym blokowym mieszkaniu, z rozregulowanymi zaworami centralnego ogrzewania?
Gabinet doradców (u mnie to raczej altanka cudów) to z kolei miejsce spotkania się z własnymi lękami, przekonaniami, wątpliwościami, ale i miejsce ich rozwiewania, dowiadywania się jak sobie poradzić. Wymaga jednak trochę więcej czasu i …. ciszy, czyli sąsiadów, którzy wcześnie chodzą spać.
Podczas pracy z technikami samokontroli umysłu:
po pierwsze – nauczyłam się zaufania do własnego umysłu,
po drugie – poszerzyłam swoją percepcję, więcej zauważam i więcej kojarzę (zarówno w snach, w medytacji, jak i w ciągu dnia),
po trzecie – uzyskałam podpowiedzi co do dalszej pracy nad „usuwaniem starych rupieci z mojej piwnicy”.
I chociaż nie było łatwo, to wiem, że warto!
1 „Samokontrola umysłu metodą Silvy”, Jose Silva i Philip Miele, Wyd. RAVI, Łódź 2003, s. 20
2 tamże
3 tamże

