rozpacz

Przeniesienie, przeciwprzeniesienie i opór jako szczególne narzędzia terapeutyczne

Terapeuta ma do dyspozycji wiele narzędzi, które może wykorzystać w pracy z pacjentem. Ludzie, zgłaszający się na terapię, zazwyczaj doznają cierpienia w związku ze swoim życiem i postrzegają niewielkie lub nie dostrzegają żadnych możliwości wyboru w tych dziedzinach życia, które uważają za ważne. Terapeuta ma za zadanie zmienić doświadczenie świata przez pacjenta, zmienić model jego świata, a w rezultacie jego zachowanie i doświadczenia życiowe.

W niniejszym artykule opisuję trzy specyficzne narzędzia terapeutyczne: przeniesienie, przeciwprzeniesienie i opór. Zjawiska te spotykamy codziennie, niekoniecznie w gabinecie terapeutycznym, ale tylko tam doświadczony terapeuta może nam wskazać, w jaki sposób mogą one służyć poprawie jakości naszego życia.

Przeniesienie jest zjawiskiem dość powszechnym. Polega na tym, że projektujemy swoje uczucia i reakcje, jakie odczuwaliśmy w przeszłości wobec ważnej dla nas osoby, na kogoś obecnie. Powtarzamy rolę, którą odgrywaliśmy wiele lat wcześniej.

Na przykład można wielokrotnie dokonywać przeniesienia swoich uczuć z ojca-tyrana na szefa, oczywiście nieświadomie. Reagować ściśniętym gardłem, wypiekami na twarzy, jąkaniem w każdej sytuacji, kiedy trzeba stawić czoło dyrektorowi. Za każdym razem, kiedy wzywa do gabinetu, odczuwa się lęk przed czymś strasznym, co może tam się zdarzyć. Oczekuje się najczęściej krytyki, krzyków, niezadowolenia z własnej pracy. Czujemy się nieakceptowani i „do niczego”. W gabinecie terapeutycznym zaczynamy rozumieć, że przenosimy na szefa wszystkie uczucia, jakie odczuwaliśmy jako dziecko wobec naszego taty, który był wiecznie niezadowolony z nas, ciągle krzyczał i krytykował.

Pacjent w gabinecie terapeutycznym często „widzi” w terapeucie swojego ojca, matkę, nauczyciela, babcię lub inny obiekt, który był dla niego ważny w dzieciństwie. Pytania terapeuty mogą wywoływać u pacjenta zniecierpliwienie, gniew, zażenowanie, a nawet lęk.

Sama to przeżyłam kilka lat temu. Podczas warsztatów radykalnego wybaczania nie byłam w stanie wykonywać poleceń „głosu” prowadzącej, który w ciągu kilku sekund przywołał mi w pamięci moją mamę. „Głos” mówił szybko, zdecydowanie, podawał kolejne polecenia do wykonania. Nie byłam w stanie skupić myśli, to było dla mnie za szybko. Narastało we mnie zdenerwowanie, potem gniew, aż w końcu w głowie pojawiły się myśli: „Przestań! Daj mi powiedzieć! Nie popędzaj mnie! Nie krzycz! Nie rozumiem, dlaczego mnie tak gonisz i tak na mnie krzyczysz!!!!!” Zaraz potem łzy, szloch i ….mnóstwo agresji. Miałam ochotę zabić tę babę. To było moje zachowanie sprzed 30 lat, kiedy jako mała dziewczynka, nie mogłam zrozumieć, dlaczego mama się gniewa, krzyczy na mnie, pogania mnie, żebym coś szybciej robiła i na dodatek nie wolno mi płakać ani mówić (czyli „pyskować”). Mam tylko wykonywać suche polecenia.

Powyższe sytuacje pokazują, że podczas zjawiska przeniesienia, pacjent odczuwa dokładnie te same uczucia i emocje, jakie odczuwał wiele lat wcześniej. Jako małe dziecko uczymy się pewnych zachowań, reakcji na zachowania naszych rodziców. Powstaje w nas na tyle silny wzorzec emocjonalny, że w kolejnych latach życiach odczuwamy wewnętrzny przymus do powtarzania tego wzorca. Nie znamy innych rozwiązań. Takie zachowanie (często kilkuletniego dziecka) jest dla nas normą.

Terapeuta jest doskonałym „obiektem”, na którym pacjent „ćwiczy” przeniesienie. Jego postawa, pytania jakie zadaje i sposób ich zadawania, neutralność, prowokują pacjenta do reakcji przeniesieniowych.

Dla terapeuty taka sytuacja, w której pacjent traktuje go jak swojego ojca lub matkę, jest doskonałym narzędziem, aby poznać pacjenta, aby wejść w jego świat. Właśnie w takich sytuacjach dowiaduje się, jak pacjent pragnie być kochany, akceptowany, jak traktowali go rodzice czy koledzy w szkole.

Przeniesienie może być negatywne, tzn. pacjent może przenosić wszystkie złe uczucia (jak w powyższych przykładach) lub pozytywne, kiedy pacjent przeżywa przyjemne uczucia, np. uwielbienie, zauroczenie terapeutą.

Oba rodzaje są potrzebne w terapii. Przeniesienia negatywne pozwalają skonfrontować pacjenta z przykrymi uczuciami, przepracować je z „neutralną” osobą, tj. z terapeutą. Pozytywne przeniesienia mogą pomóc podtrzymać relację pacjent-terapeuta. Należy jednak uważać, aby ani jedno ani drugie nie poszło za daleko.

Zadaniem terapeuty jest w porę rozpoznać przeniesienie i utrzymać je na takim poziomie, aby służyło dobru pacjenta. Kiedy jednak wzmacnia ono opór i utrudnia pracę terapeutyczną, należy pacjentowi wytłumaczyć, że jest to tylko przejaw oporu jego ego i nie służy jego uzdrowieniu. Analizujemy to przeniesienie wspólnie z pacjentem za pomocą technik czynnych, takich jak: konfrontacja, klaryfikacja, interpretacja i przepracowanie.

Przeciwprzeniesieniem nazywamy wszystkie uczucia i reakcje terapeuty na zachowanie pacjenta, jakie kiedyś odczuwały wobec niego ważne dla niego obiekty, np. rodzice, lub odczuwa sam pacjent.

Jest to kolejne narzędzie, które pozwala terapeucie wejść w świat pacjenta. Patrząc na kulącego się na kanapie człowieka, może np. mieć ochotę przytulić go, pogłaskać po głowie. Doświadczony terapeuta wie jednak, że jest to tylko uczucie, jakie pacjent projektuje w niego, a niegdyś była to reakcja jego rodziców lub tylko oczekiwanie jakie żywił w dzieciństwie wobec rodziców.

Psychoterapia zna dwa rodzaje zjawiska przeciwprzeniesienia: harmonijne i komplementarne.

Z przeciwprzeniesieniem harmonijnym mamy do czynienia, kiedy zlewamy się z pacjentem, odczuwamy to samo co on. Przykładem może być sytuacja, kiedy pacjent boi się, że jeśli odejdzie od żony straci kontakt z dzieckiem. Lęk przed utratą dziecka może być tak silny, że terapeuta będzie go również odbierać w sobie.

Przeciwprzeniesienie komplementarne to odczuwanie emocji jako reakcji na zachowanie pacjenta w sposób, jaki reagowali jego rodzice. Zdarza się, że swoim zachowaniem, np. wspomnianym kuleniem się na kanapie, pacjent projektuje w terapeutę uczucia rodzicielskie, a ten ma ochotę przytulić, pogłaskać albo wręcz przeciwnie jest wściekły na pacjenta.

Spośród ogromnej gamy odczuć i uczuć przeciwprzeniesieniowych, a więc tych, które terapeuta odczuwa jako nieswoje, najczęściej spotyka się: poczucie winy, agresję, lęki, współodczuwanie lub po prostu nieuzasadnioną nadzwyczajną sympatię. Zadaniem terapeuty jest prawidłowe rozpoznanie tych uczuć jako cudze i zdobycie w ten sposób bezcennej wiedzy o uczuciach pacjenta lub ważnych osób z jego przeszłości.

Oporem nazywamy grupę zjawisk, które mają za zadanie obronić pacjenta przed ujawnieniem bolesnych przeżyć i wspomnień. Można powiedzieć, że tylu ilu jest pacjentów, tyle jest form oporu, ponieważ u każdego człowieka opór przyjmuje różne maski.

Do najbardziej znanych form oporu zalicza się:

  • Pustkę w głowie – kiedy na zadane pytanie lub zachętę terapeuty, pacjent nie jest w stanie odpowiedzieć, nic nie przychodzi mu do głowy, nie ma żadnego pomysłu;
  • Uporczywe milczenie – w codziennym życiu bywa irytujące, ale podczas terapii jest narzędziem „rozpoznania” oporu u pacjenta;
  • Brak uczuć – ta forma oporu jest charakterystyczna dla osób, które przeżyły wyjątkowo traumatyczne wydarzenia, np. u kobiety, która w dzieciństwie była wielokrotnie molestowana i gwałcona przez ojca – jako dorosła osoba może opowiadać o tych wydarzeniach jakby nie dotyczyły jej, jak film;
  • Stereotypy w zachowaniu – np. notoryczne spóźnianie się, rozpoczynanie spotkania od opowiadania ostatniego snu, bawienie się elementami stroju, biżuterią czy częstowanie słodyczami – każdy sposób jest dobry, aby odwlec w czasie moment zetknięcia się z przykrymi wspomnieniami czy uczuciami;
  • Monotematyczność – są osoby, które ciągle mówią o tym samym, np. o hałaśliwych sąsiadach, o swojej pracy lub o niezwykłych talentach swojego dziecka;
  • Znudzenie – czasem nawet ziewanie, tępy wzrok;
  • Odwracanie uwagi – można np. zwracać uwagę na to, co się dzieje za oknem na ulicy.

Oczywiście opór przejawia się w sposób nieświadomy u pacjenta. Jest to silna kontrola ludzkiego ego, która ma chronić człowieka przed cierpieniem. Zadaniem terapeuty jest rozpoznanie reakcji pacjenta jako formy oporu i „zdemaskowanie” jej przy użyciu dostępnych technik terapeutycznych. Ważne dla pacjenta jest, aby pokonać opór i – pomimo bólu – stanąć twarzą w twarz z przykrymi doświadczeniami. Tylko w ten sposób można pokonać „swoje demony”.

Trzeba przyznać, że terapeuci mają „ciężki orzech do zgryzienia”. Obciążani są bowiem różnymi rolami, nadawanymi przez pacjentów w ramach przeniesienia, przeżywają cudze emocje – kiedy dochodzi do przeciwprzeniesienia, na dodatek muszą przebijać się przez gąszcz różnych oporów, po to, aby w końcu „zdemaskować” ego pacjenta. Lekarz, aby wyleczyć, musi postawić trafną diagnozę. Terapeuta, aby pomóc pacjentowi, nie może się pomylić w rozpoznawaniu mechanizmów stosowanych przez umysł pacjenta w celu jego ochrony. Prawidłowe rozpoznanie opisanych wyżej trzech mechanizmów prowadzi terapię w dobrym kierunku. Ostateczny sukces zależy jednak od pacjenta, od tego czy chce zmienić swoje życie.

Obserwuj i polub nas:
Pin Share

Leave a comment