Rozglądam się, w jakim jestem punkcie i akceptuję to całkowicie (etap III)
Po uwolnieniu i wybaczeniu przychodzi moment, kiedy czujemy ulgę i ….oczekujemy. Ludzie z natury są niecierpliwi. Chcemy od razu widzieć efekty naszej pracy. Najlepiej, żebyśmy się teraz stali od razu milionerami, laureatami Nobla, z mnóstwem przyjaciół, z gromadką dzieci, z małżonkiem spełniającym wszystkie nasze marzenia. A tymczasem niewiele się dzieje. Nadal mamy tą samą pracę, ta sama szefowa się piekli, klienci tak samo marudzą, mąż awanturuje się wciąż tak samo i długi nie chcą się zmniejszyć.
Właśnie nadszedł moment, w którym usunęliśmy stary niepotrzebny program, ale jeszcze słowa wprowadzające nowy kod do podświadomości nie przechodzą nam przez gardło. To jest czas, kiedy należy się zatrzymać, uświadomić sobie w jakim się jest momencie, zaakceptować to co jest wokół, aby móc przyjąć nowe, które do nas przyjdzie.
Do tego celu służy kolejne narzędzie: afirmacje akceptujące, zwane też uświadamiającymi. One działają jak otwarta furtka, przez którą wkrótce wejdzie nasze nowe życie. Należy pamiętać o wdechu przy wypowiadaniu ich, aby jak najwięcej dobrego mogło przez tą furtkę przejść.
W afirmacjach akceptujących bardzo ważny jest właściwy dobór słów. Charakterystyczne dla nich są wyrażenia takie jak: „akceptuję”, „zgadzam się”, „mam prawo”, „mogę”. A oto przykłady:
Akceptuję, kocham i szanuję siebie taką jaką jestem.
Małgorzata, którą zdradził mąż. Po tym jak mu wybaczyła zdradę, przyszedł czas na akceptację siebie. Zostało mocno zraniona, ale ta rana ma się zagoić, żeby życie sprawiało jej przyjemność.
Akceptuję mojego obecnego partnera takim, jaki jest.
To również afirmacja dla Małgorzaty.
Akceptuję moją obecną pracę taką jaką jest.
Agnieszka, która od 21 lat pracuje w banku i ciągle narzeka, że „w tym banku z roku na rok jest coraz gorzej”. Marzy jej się zupełnie inna praca. Myśli, że uwolniła się od lęku przed jej zmianą, a tymczasem ta nowa wymarzona nie chce przyjść. Ciągłymi narzekaniami udowadnia, że jej nie akceptuje, czyli zaprzecza jej istnieniu. Dopóki jej nie zaakceptuje taką jaką jest i nie uświadomi sobie, że ona po coś w jej życiu jest, nie przyjdzie nic nowego.
Akceptuję swoje marzenia.
Marzena, 33 lata, która poddała się presji atmosfery rodzinnego domu, przerwała świetnie zapowiadająca się karierę w inwestycjach budowlanych, wróciła na wieś, żeby zająć się gospodarstwem rodziców.
Zgadzam się na sukces zawodowy.
To kolejna afirmacja dla Marzeny.
Mam prawo realizować swoje marzenia.
I kolejna afirmacja dla Marzeny.
Zgadzam się na zmianę w życiu, to dla mnie bezpieczne, korzystne i niewinne.
Taką afirmację stosowałam, kiedy dowiedziałam się, że muszę odejść z pracy i zacząć szukać drugiej. Po 10 latach pracy w tej samej branży i dla tego samego pracodawcy, trudno mi było pogodzić się, że to się może zmienić.
Zgadzam się na szczęście.
Adam, pracoholik, którego zostawiła żona. Próbuje ułożyć sobie życie na nowo, ale nie udaje się.
Mogę osiągnąć sukces.
To jest dobra afirmacja praktycznie dla każdego. Słowo „mogę” kojarzy się z innym: „potrafię”. Te słowa wzmacniają wewnętrzną moc, sprawiają, że czujemy się silniejsi, mądrzejsi, dojrzalsi, ale jeszcze niekoniecznie w pełni godni, aby ten sukces osiągnąć.
Pozwalam sobie na łzy.
Beata, 38 lat, rozwódka, 2 dzieci. Miała męża awanturnika, lekkoducha, hazardzistę. Rozstała się z nim w atmosferze ogromnej nienawiści, kłótni, agresji, rękoczynów. Nigdy nie dała po sobie poznać, że w domu dzieje się coś złego. Nikt z rodziny ani znajomych nie widział jej płaczącej. Jako dziewczynka często słyszała od matki „Nie rycz, bo szkoda na to czasu. Działaj. Rób coś, ale nie płacz, bo to zabiera siły do walki.” Jest bardzo nie lubiana w pracy. Koleżanki twierdzą, że jest niezrównoważona psychicznie, nieprzewidywalna w swoim zachowaniu, potrafi wybuchnąć złością a nawet agresją w chwili, kiedy się tego najmniej spodziewają.
