Praca z afirmacjami (część 3)

Wybaczam sobie i wszystkim innym (etap II)

Czasami uwolnienie nie wystarczy. Wyrzuciliśmy swoje żale i pretensje, ale nie czujemy się do końca wolni. Wtedy przychodzi czas na afirmacje wybaczające, aby nie tylko zerwać kajdany, ale i wydostać się na zewnątrz celi.

Luiza Hay pisze: „Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar”1. Nasi rodzice przekazali nam całą swoją wiedzę i doświadczenie, jakie sami posiadali. Jeżeli czegoś nie mieli, nikt ich nie nauczył, oni nie nauczyli także nas i nam nie dali.

Dopóki stosowałam różne afirmacje uwalniające w odniesieniu do swoich rodziców i wzorców przez nich przekazanych, nic szczególnego się nie działo, a chwilami nawet było jeszcze gorzej. Od momentu, kiedy zaczęłam się zastanawiać nad słowami L. Hay, analizować dzieciństwo mamy i taty oraz wzorce, które oni mogli przenieść z domów dziadków do domu, który stworzyli dla mnie i mojego brata, moje życie ruszyło w innym kierunku.

Pomogły mi w tym afirmacje wybaczające. A największym odkryciem dla mnie było to, że to sobie samej powinnam przebaczyć w pierwszej kolejności.

A oto przykłady zastosowania afirmacji wybaczających:

Wybaczam sobie, że pełniłam rolę ofiary.

Dorota, 37 lat, mężatka, córka w wieku szkolnym. Kariera w banku układała się wyśmienicie. W ciągu zaledwie 3 lat przeszła wszystkie szczeble kariery: od stażystki do naczelnika dużego wydziału. Straciła jednak pracę, ponieważ jej kolega przedstawiał jej pomysły i projekty dyrektorowi oddziału jako własne. W efekcie została uznana za osobę, która nie radzi sobie z powierzonymi obowiązkami, mało kreatywną i mało ambitną. Dzisiaj nie może sobie wybaczyć, że padła ofiarą podłej intrygi.

Wybaczam sobie, że narzucałam własną wolę.

Hanna, 49 lat, dorosły syn. Kiedy jej syn był mały prowadziła go „za rączkę” na każdym kroku i wymuszała całkowite posłuszeństwo. „Ja wiem lepiej. Jestem twoją matką” – zwykła mawiać. Wybrała synowi szkołę i klasę z profilem matematyczno-fizycznym, chociaż chłopak był typowym humanistą i urodzonym artystą. Pisał piękne wiersze, malował, wolał czytać Tołstoja i Dumasa zamiast uczyć się ruchu prostolinijnego na fizyce. Z trudnością skończył szkołę średnią, wpadł w towarzystwo narkomanów. Po kolejnym przedawkowaniu znalazł się w szpitalu, leżał w śpiączce kilka tygodni. Po przebudzeniu jego mózg nie funkcjonuje prawidłowo, jest upośledzony, w zamkniętym zakładzie. Hanna nie może sobie darować, że nie słuchała płaczów i błagań kilkunastoletniego synka, który chciał zostać malarzem.

Wybaczam sobie, że nie kochałam i nie szanowałam siebie.

Małgorzata, 30 lat, pracoholiczka i lekomanka. Pracowała w dużym przedsiębiorstwie zagranicznym, jej stanowisko wymagało ciągłej dyspozycyjności. Aby móc funkcjonować bez snu przez noc, piła mnóstwo kawy i brała środki pobudzające. Po kilku miesiącach, kiedy pojawiły się kłopoty z sercem, niewytłumaczalne lęki, zaczęła brać leki uspokajające i nasenne. Wkrótce uzależniła się. Przeszła terapię, odtrucia, ale wciąż brakuje jej silnej woli.

Wybaczam sobie, że wyrzekałam się przyjemności i luksusu.

Maria, 68 lat, wdowa, emerytka. Całe życie pracowała w jednym przedsiębiorstwie w księgowości. Zarabiała wystarczająco dużo, aby utrzymać rodzinę. Sama wychowywała 2 dzieci. Nigdy nie wyjechała na wczasy, na urlop, rzadko kupowała sobie nowe ubrania, nie chodziła do fryzjera, kosmetyczki, nawet się nie malowała. Za to jej dzieci skończyły studia jakie chciały, dostały wymarzoną pracę za granicą, tam założyły rodziny. Do Polski przyjeżdżają bardzo rzadko. Maria ma wysoką emeryturę, jej konto „puchnie”, ona sama jest zdrowa, ma przyjaciół z domkiem nad jeziorem, którzy ją często zapraszają na weekend, ale ona nie chce do nich pojechać.

Wybaczam sobie, że nie dawałem sobie prawa do szczęścia.

Adam, 38 lat, pracoholik, specjalista ds. marketingu, żona pielęgniarka zostawiła go po 10 latach małżeństwa mimo, iż byli zgodnym, kochającym się małżeństwem. Powiedziała na pożegnanie, że ma dosyć gadania do czterech ścian. Adam ma poczucie zmarnowanej szansy. Próbuje ułożyć sobie życie na nowo, ale nie udaje się.

Wybaczam sobie, że ulegałam presji innych.

Barbara, 27 lat, kiedy skończyła szkołę średnią, chciała studiować pedagogikę i w przyszłości marzyła o pracy z dziećmi upośledzonymi. Rodzice byli temu przeciwni i wysłali ją na prawo. Dostała się cudem. Z trudem zdawała egzaminy. Aplikację radcowską zdobyła dzięki znajomym rodziców. Dziś jest bezrobotna. Nie potrafiła sobie poradzić z obowiązkami. Przeszła ciężką depresję.

Wybaczam sobie, że tak nisko ceniłam siebie.

Marzena, 33 lata, specjalista inwestycyjny, pochodzi z maleńkiej wsi. Jej rodzice mieli duże gospodarstwo, nie rozumieli jej aspiracji, żeby pójść na studia. Uparła się jednak, skończyła ekonomię, zrobiła licencję zarządcy nieruchomości, zajęła się dużymi przedsięwzięciami z dziedziny budownictwa. Po 2 latach zrezygnowała, stwierdziła, że się jednak do tego nie nadaje, świat ogromnych pieniędzy i zagranicznych inwestorów ją przeraża, chociaż doskonale zna angielski, niemiecki, rosyjski i szwedzki. Wróciła do domu i zajęła się gospodarstwem. Ale wciąż marzy o wielkim świecie.

Wybaczam sobie wszystko, całkowicie i do końca.

Tą afirmacje „przetrenowałam na sobie”, kiedy dręczyły mnie kiedyś nocne koszmary. Przez kilka nocy z rzędu budziłam się zlana potem, przerażona i z poczuciem, jakbym zrobiła coś potwornego, np. spowodowała wypadek, w którym zginęli ludzie albo sfałszowała jakieś dokumenty, przez które ktoś inny trafił do więzienia. Po takich snach całe dnie chodziłam jak struta, z moralnym kacem po czymś, czego nie zrobiłam. Zaczęłam powtarzać sobie powyższe słowa. Za nimi przyszło uspokojenie, sny stały się znowu przyjemne, a w dzień w trakcie powtarzania afirmacji przypominały mi się dziwne, czasami śmieszne historie, np. kiedy w tramwaju zajęłam miejsce, na które właśnie zamierzała się jakaś staruszka, a ja zorientowałam się dopiero po czasie. Czasem to były poważniejsze sprawy, np. kiedy zbagatelizowałam skargi na klienta jednej z moich podwładnych. Okazało się, że to ona miała rację, klient zachował się nieuczciwie. A ja po prostu uznałam, że ona wyolbrzymia całą sprawę.

Wybaczam moim rodzicom, że wzmacniali we mnie poczucie winy i bezsilności.

Prawie każdy dorosły, który słyszał w dzieciństwie od swoich rodziców: „Słuchaj co do ciebie mówię, bo beze mnie nie dasz sobie rady”, „Jesteś bez serca, żeby tak nie szanować rodziców, przecież wszystko tobie oddaliśmy. Żyły sobie wypruwaliśmy, ojciec pracował po 2 zmiany, żeby cię ubrać i wyżywić, a ty jesteś taki niewdzięczny.”

Wybaczam wszystkim, którzy próbowali wpłynąć na mój umysł.

Adam, 42 lata, ma starszą siostrę. Od urodzenia był tym młodszym, głupszym bratem, wobec tego rodzice wzięli go pod klosz, chuchali, dmuchali, ale jednocześnie wymagali absolutnego posłuszeństwa we wszystkim. Oni wybierali mu szkołę, studia, zawód, hobby, książki, które ma czytać, filmy, które powinien obejrzeć, kolegów, z którymi wolno mu się bawić.

Wybaczam mojemu mężowi, że mnie zranił.

Małgorzata, 29 lat, mężatka, 2 dzieci w wieku szkolnym. Mąż ją zdradził. Na kilka tygodni wyprowadził się do kochanki, po czym wrócił z przeprosinami. Przyjęła go spowrotem do domu, nadal jest między nimi uczucie, ale za każdym razem, kiedy na niego patrzy ogarnia ją ogromna złość aż do agresji.

1 Luise L. Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”, Wydawnictwo MEDIUM, 1992, s.18

Obserwuj i polub nas:
Pin Share

Leave a comment